Tego dnia znowu wróciliśmy na łono natury - czekał na nas Park Yosemite z najwyższymi drzewami na świecie - sekwojami.
Mieliśmy do przejechania 300 km, więc było trochę czasu na nadrobienie zaległości na blogu.
Spacer po tym miejscu był bardzo przyjemny, wszędzie biegały wiewiórki i inne gryzonie, których nazw nie znamy. Marcin, jako biolog zrobił wszystkim bardzo "ciekawy" wykład o systemie nawadniania drzew i transporcie biernym. Używał sformulowań typu: drewno i łyko (brzmiało to bardzo mądrze). Sekwoje robią wrażenie, są ogromne - sięgają do 100 metrów.
Michu jako prawdziwy sympatyk gór był zachwycony bieganiem między drzewami. Dawid natomiast nie potrafił się powstrzymać i ukradł dla dziadka ogromną szyszkę. Zastanawiamy się, czy kontrola wpuści go z nią do samolotu.
Każdy był trochę zadowolony, że po słońcu Kalifornii i zgiełku wielkich miast mogliśmy się schować w cieniu wielkich sekwoi :)
Sprostowanie: wczorajszy dzień bardzo podobał się Dawidowi i Radkowi, poczuli się urażeni niesprawiedliwymi oskarżeniami. Chciałam sprostować - są prawdziwymi plażowiczami!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz