Po nocy w pociągu wysiedliśmy na dość chaotycznej stacji i w takim samym stylu poszukiwaliśmy dworca z którego mieliśmy autobus do Klasztoru. Po raz kolejny się udało. Po 2 godzinach byliśmy na miejscu, kupiliśmy bilety na legitymacje studenckie (co niektórzy lewe) i weszliśmy. Spacer trwał 3 godziny. Widzieliśmy świątynie w których się modlili, szkoły w których uczą się walki i miejsca gdzie mieszkają. Oczywiście tutaj też dotarła komercja. Niektórzy mnisi chodzą w butach Nike i mają wypasione smartfony.
Jednak my byliśmy zadowoleni, szkoda tylko że nie udało nam się obejrzeć pokazu sztuki walki.
Kolejne 2 godziny w autobusie, obiad i dwie godziny szybką koleją do miasta Xian, gdzie jutro mamy zobaczyć Armię Terakotową. Jednak przed tym każdy z nas w końcu z bliska zobaczy prysznic o którym marzy.
PS. Ciekawostka. Toalety w Chinach. Temat rzeka. W hostelu w Pekinie, gdzie mieliśmy typową muszę klozetową nie byliśmy świadomi swojego szczęścia. Po opuszczeniu stolicy zostaliśmy rzuceni na głęboką wodę. Toaleta to po prostu dziura w ziemi, gdzie kucając, sposobem na Małysza robi się to po co się przyszło. Damian był pierwszy. Do dziś nie potrafi się otrząsnąć, choć było to dwa dni temu. Natomiast Paweł jeszcze nie był.. chociaż trochę czasu już tu jesteśmy.
:| Strasznie się przejęłam losem Pawła ! współczuję :/
OdpowiedzUsuń