Bilety na samolot mieliśmy od stycznia, ale marzenia o podróży do Chin zrodziły się kilkanaście lat temu.
Odbyło się to klasycznie - pojawiła się promocja na loty, w ciągu godziny czasu zadzwoniliśmy do zaufanych osób, które podjęły decyzję natychmiast - jadą z nami.
I tak ja, Żana, Michu, Damian, Basia i Paweł byliśmy posiadaczami biletów do Pekinu.
Po długich przygotowaniach ten dzień nadszedł. Pożegnali nas Dagmara, Marcinek i Radziu których bardzo gorąco pozdrawiamy! Wsiedliśmy do Polskiego Busa z Wrocławia do Warszawy i noc spędziliśmy w mieszkaniu Baśki.
Kolejnego dnia o 16:45 mieliśmy samolot z Warszawy do Doha. Po 3 godzinach czekania na lotnisku w Katarze wsiedliśmy w samolot do Pekinu. Loty były długie i wspaniałe. Dużo jedliśmy, trochę spaliśmy i wypiliśmy trochę alkoholu na odwagę. Niesamowitą rzeczą był widok z samolotu na Himalaje..
Wysiadka w Pekinie, wszystko szło gładko, wpuścili nas do Chin bez problemu. Ale idealnie być nie mogło i ogromny problem pojawił się przy odbiorze bagażu - Damiana plecaka nie było. Do teraz nie wiemy gdzie jest, może w Bangkoku, a może w Kairze. Biedaczyna ma wizję 3 tygodniowych wakacji z jedną parą skarpetek. Kto zna Damiana wie, że się nie przejął. Da radę, w końcu jest w Chinach.
Sprawnie poszedł nam transfer z lotniska do centrum i do hostelu, który dzięki nabytemu doświadczeniu wiedzieliśmy, żeby zarezerwować wcześniej.
Ci którzy mieli bagaż zrzucili go w pokoju i poszliśmy na nocne zwiedzanie Pekinu i pierwszy posiłek.
Nie jesteśmy ani trochę zmęczeni.
Przed nami dwie noce w Pekinie i trzy tygodnie w Chinach...































Brak komentarzy:
Prześlij komentarz